25 Marca 2014 rok.
Początek.
Dzisiejszy dzień w szkole był długi , ciągle myślałam co z Michałem. Chciałam go zobaczyć , przytulić , pocałować.. Po powrocie ze szkoły napisałam do niego , umówiliśmy się na 20 pod jego blokiem , ponieważ jego mama i tak już była zmartwiona gdy zobaczyła go we krwi. I wcale jej się nie dziwię. Opowiedziałam Emilii co się stało , była zła na mnie i Michała przez to co zrobiliśmy, ale mówiła ,że opieprzy nas jak się spotkamy. Należy nam się. Za te wszystkie kreski na ciele po cięciu.
Szłam już do Michała pod blok , byłam pierwsza , czekałam na niego , zdenerwowana. Po 2 minutach zjawił się , stanął na przeciwko mnie
- Hej , jak się czujesz ? - Spytałam
- Teraz już lepiej gdy Cię widzę - Przytuliłam go , z oczu poleciały mi dwie łezki , tak bardzo tego potrzebowałam. Jego zapachu i dotyku , jego obecności.
- Jak twoi rodzice zareagowali wczoraj ?
- Byli źli , ale rozmawialiśmy do 3 w nocy o wszystkim. Obiecałem , że już nigdy tego nie zrobię. - Złapałam go za rękę i spojrzałam mu prosto w oczy. Jego dzikie oczy.
- Cieszę się , że jest już dobrze - Uśmiechnęłam się do niego , a on do mnie.
- A ja cieszę się , że jesteś obok mnie teraz - Objął moją twarz rękoma.
- Kocham Cię - powiedział
- Ja Ciebie też kocham Michał - Pocałowałam go , czule , pocałunek był długi. Był piękny , pełen miłości która w końcu biła od nas obojga. Przytuliliśmy się mocno i staliśmy tak z 10 minut , może dłużej , nie wiem , nie liczyłam już czasu. Ja po prostu już kochałam Michała. To już był był koniec kresek na ciele , płaczu i cierpienia. Bynajmniej tak myślałam wtedy.
25 Marca. Tylko to miałam w głowie.
Komentarze
Prześlij komentarz